Autyzmnews.pl

Informacje, badania, aktualności o autyzmie

Aktualności

ADHD: Gdy chciał sobie odebrać życie, matka powiedziała:”Wstydu mi narobisz”

ADHD: Gdy chciał sobie odebrać życie, matka powiedziała:”Wstydu mi narobisz”


– Waliłem pięściami w ściany z taką siłą, że później zmywałem z nich krew mokrym ręcznikiem. Uderzałem o kolana tak mocno, że do dziś mam z nimi problem. Mniej więcej w tym okresie myśli samobójcze pojawiły się po raz pierwszy – o swoim dzieciństwie z ADHD opowiada Jacek Ambrosiewicz, który wystąpił na tegorocznej odsłonie TEDxWarsaw.

  • Jacek Ambrosiewicz stara się przybliżać ludziom, jak wygląda życie z ADHD i spektrum autyzmu
  • Przez lata pracował w Netliksie, gdzie m.in. stworzył grupę roboczą, dbającą o zdrowie psychiczne pracowników
  • W rozmowie opowiada o wadach i „zaletach” ADHD oraz tłumaczy, dlaczego rodzice próbowali „leczyć” go u księdza i kręgarza, zamiast udać się do psychiatry
  • „Zależy mi na tym, aby uświadamiać społeczeństwo o istnieniu osób z ADHD czy autyzmem i że ich stan nie jest niczym dobrym ani złym. To jest po prostu inne postrzeganie rzeczywistości” – tłumaczy
  • Jacek od sześciu lat nie ma kontaktu z mamą, która za najlepszą formę kary uznawała przemoc fizyczną. Przez sytuację w domu pierwsze myśli samobójcze pojawiły się u Jacka w wieku 11 lat
  • Więcej takich wywiadów znajdziesz na stronie głównej Onet.pl

Krzysztof Tragarz: Spotykamy się przy okazji twojego wystąpienia na TEDxWarsaw, ale zapewne znajdą się osoby, które pamiętają cię z wcześniejszego tekstu na NOIZZ. Czy to jest ta sama historia?

Jacek Ambrosiewicz: Zupełnie nie. W swoim wcześniejszym tekście pisałem o tym, jak zmieniło się moje podejście do życia w momencie otrzymania diagnozy mówiącej o ADHD. Podczas TEDxWarsaw koncentrowałem się bardziej na stygmie, wykluczaniu osób podobnych do mnie i wiecznym poczuciu, że jest się niewystarczający.

Do tej pory nie wspominałem o myślach samobójczych, ale scena TEDxWarsaw wydała mi się do tego najlepszym miejscem. Chciałem opowiedzieć swoją historię, bo brakuje mi tego, że kiedy mówi się o zdrowiu psychicznym – nieważne czy jest to ADHD, autyzm, czy depresja chroniczna – to albo opowiadają o tym specjaliści, których język jest niezrozumiały dla zwykłych ludzi, albo osoby, które koncentrują się w tych swoich historiach wyłącznie na pozytywnych aspektach. Z początku sam tak to przedstawiałem, ale z czasem zdałem sobie sprawę, że to zakrzywianie rzeczywistości.

„Pierwsze myśli samobójcze pojawiły się w wieku 11 lat”

TEDxWarsaw to pierwsze miejsce, w którym zdecydowałeś się opowiedzieć o swoich myślach samobójczych.

To jest temat rzeka. Kiedy trafiłem do szkoły, moja rzeczywistość zmieniła się o 180 stopni. Wtedy po raz pierwszy przestano mnie zachęcać do eksploracji świata. W szkole dowiedziałem się, że moja ciekawość świata jest „zła”, a ważniejsze od tego są nazwy jezior na Mazurach czy opanowanie tabliczki mnożenia. Dla mnie to była ogromna męczarnia. W pewnym momencie nauczyciele chcieli przenieść mnie z I do III klasy, ale nie zgodziła się na to moja mama.

Nie potrafiłem odnaleźć się w szkole i w pewnym momencie wszystko zaczęło się sypać – dostawałem uwagi o zapominaniu prac domowych, źle prowadzonym zeszycie, pojawiły się też gorsze stopnie. Przez to wszystko zaczęły się problemy w domu – mama zaczęła mnie bić, bo stwierdziła, że to najlepsza metoda. W pewnym momencie żyłem w świecie, w którym każdy mój ruch był przez innych interpretowany jako porażka, przez co sam zacząłem myśleć o sobie jak o porażce.

Wielu rodzicom wydaje się, że karanie dzieci sprawi, że będą w jakiś sposób lepsze. Ja mogę powiedzieć z doświadczenia, że nie ma większej kary niż przekonywanie 11-latka o tym, że świat byłby lepszy bez niego. Sposoby wychowawcze mojej mamy sprawiły, że nie byłem w stanie wytrzymać presji i waliłem pięściami w ściany z taką siłą, że później zmywałem z nich krew mokrym ręcznikiem. Uderzałem o kolana tak mocno, że do dziś mam z nimi problem. Mniej więcej w tym okresie myśli samobójcze pojawiły się po raz pierwszy.

Ludzie często mówią, że „dziecko w wieku 11 lat nie rozumie prawdziwych problemów”, ale kiedy wszyscy dookoła powtarzają ci, że jesteś do niczego, to jest naprawdę duży problem. Mówili mi, że jak nie zacznę się starać, to skończę na ulicy. Przez to wszystko pomyślałem po prostu, że nie chcę dłużej tutaj być. Pamiętam, że kiedy powiedziałem o tym mamie, odpowiedziała że prędzej to ona mnie zabije, niż pozwoli mi samemu odebrać sobie życie. „Wstydu mi narobisz” – mówiła. Kolejne 12 lat – do momentu diagnozy – żyłem tylko dzięki myśli, że „jutro będzie lepiej”.

Rozmawiałeś o tym wszystkim z mamą?

Próbowałem wielokrotnie, ale od sześciu lat nie mam z nią żadnego kontaktu. Ja nie oczekuje od niej przeprosin, ale akceptacji faktu, że to, co się działo w domu, nie było dobrym rozwiązaniem. Ona nie musi mnie przepraszać za to, co mi robiła, ale mogłaby powiedzieć „przepraszam za to, że tak się czułeś”. Mam 35 lat i w marcu świętowałem 2 lata od ostatniego ataku złości – temu po części winna jest właśnie moja mama, bo osobiście nie wierzę, że jedyną metodą na wychowanie dziecka jest przemoc. Proponowałem mamie terapię, ale nigdy nie chciała się na nią zgodzić. Postawiłem ultimatum, że albo pójdzie ze mną do lekarza, albo nie odnowimy kontaktów. Od wielu lat nie wiem, co się z nią dzieje.

Mimo to jestem na etapie pisania listu do mamy, w którym zamierzam opisać, jak czułem się przez te wszystkie lata. Nie wiem, czy to cokolwiek zmieni, ale chciałbym wierzyć, że tak. Po raz pierwszy w życiu czuję, że wiem kim jestem i nikt mi nie wmawia, że to jest złe. Czuję, że w pewnym stopniu udało mi się odnaleźć spokój.

Czy dogadanie się z mamą zagwarantowałoby ci większy spokój?

Wydaje mi się, że muszę tę sytuację przepracować, bo mimo tego, co działo się w domu, ja w pewnym stopniu w dalszym ciągu szukałem u niej akceptacji. Dopiero później dotarło do mnie, że jedyną osobą, która musi mnie w pełni zaakceptować jestem ja sam. Sądzę, że jeśli nawet nie otrzymam od mamy odpowiedzi na list, to sam fakt, że go napisałem, będzie dla mnie dużo ważniejszy. Do nikogo nie mam pretensji ani żalu i nie chciałbym, aby ta rozmowa miała taki wydźwięk. Po latach różnych doświadczeń z nadzieją patrzę na każdy kolejny dzień.

Czyli jest z tobą coraz lepiej?

Tak. Ja już dawno pogodziłem się z tym, że mam ADHD i wiem, że to się nie zmieni. Życie z tym zaburzeniem nie jest łatwe, bo kiedy starasz się to ukryć – co w pewnym stopniu jest możliwe – to tak naprawdę przez cały czas musisz udawać kogoś, kim nie jesteś. Mam np. tendencję do zapominania o spotkaniach i choć nie robię tego celowo, ludziom wydaje się, że moje spóźnianie jest przejawem braku motywacji albo lenistwa. Całe życie wmawiano mi, że jeżeli się spóźniam, czy o czymś zapominam, oznacza to, że nie traktuje poważnie swoich współpracowników i marnuje ich czas. Nikt nie wierzył, że nie robię tego celowo. Przez 23 lata czułem, że muszę się dostosować, ale dla osoby z ADHD jest to bardzo trudne. Wszystko zmieniło się, kiedy po raz pierwszy usłyszałem diagnozę.

Jacek Ambrosiewicz
Jacek Ambrosiewicz


Foto:

Materiały prasowe

„ADHD było w domu tematem tabu”

Co sprawiło, że zdecydowałeś się pójść do lekarza?

Zaczęło się od tego, że w wieku 23 lat byłem przekonany, że cierpię na depresję. Już wtedy czytałem książki o ADHD i widziałem u siebie kilka opisanych w nich objawów tej przypadłości, ale jeszcze wtedy nie miałem pojęcia, że ten temat dotyczy także mnie. Zaczęli sugerować mi to zarówno znajomi, jak i nauczyciele, którzy od początku namawiali moich rodziców na spotkanie z lekarzem, ale u mnie w domu był to temat tabu.

Dalszą część tekstu znajdziesz pod materiałem wideo

Rodzicie mieli problem z tym, aby pójść z tobą do lekarza?

Mój ociec wyprowadził się z Polski, kiedy miałem zaledwie rok, wychowywała mnie mama. Zaczęło się od tego, że miałem problemy z jąkaniem i mama zaprowadziła mnie m.in. do księdza i kręgarza, ale gabinet psychologa omijała szerokim łukiem. Pamiętam, że pierwszy raz w gabinecie psychologa byłem w wieku 17 lat. Na spotkanie zaproszono też moją mamę, ale nie spodobało jej się to, co tam usłyszała i stwierdziła, że spotkania z psychologiem nie są mi potrzebne. Zabroniła kontynuować leczenie.

Podczas twojego wystąpienia na TEDxWarsaw często przywołujesz hasło „talented but lazy” (utalentowany, ale leniwy – red.). Czy to nie jest trochę tak, że była to dla ciebie wygodna wymówka?

Nie do końca, bo ja naprawdę chciałem spełniać oczekiwania m.in. nauczycieli i wkładałem w to dużo pracy, ale kiedy zdałem sobie sprawę, że z uwagi na ADHD moje próby nie przynoszą żadnych efektów, to w pewnym momencie odpuściłem.

Jeśli chodzi o szkołę, byłem trochę ofiarą tego, że w dzieciństwie bardzo dużo czytałem i to zapamiętywałem, dlatego materiał przerabiany w szkole był dla mnie zwyczajnie nudny. Jednym z najgorszych wspomnień ze szkoły była sytuacja, kiedy jednej z nauczycielek nie podobało się, w jaki sposób piszę literę „A” i przez 30 min kazała mi pisać ją w zeszycie. W tamtym czasie ta sytuacja była dla mnie definicją piekła.

Finalnie udało mi się skończyć liceum i napisać maturę. Próbowałem nawet studiować, ale bez powodzenia. Przez cały okres mojej edukacji ludzie powtarzali mi, że jestem utalentowany, ale leniwy, a ja wiedziałem, że to nie jest prawda. Dzieciom bez ADHD nauczenie się tabliczki mnożenia zajmuje jeden dzień, a ja – przez problemy z pamięcią krótkotrwałą – potrzebowałem dużo więcej intensywnej nauki. Kiedy inni uczyli się już kolejnych przedmiotów, ja cały czas siedziałem nad tabliczką mnożenia.

W końcu się poddałem i po prostu nauczyłem się, jak szybko przeliczać te równania. Moim problemem na maturze z matematyki nie było to, że nie potrafiłem rozwiązać zadań, ale nie pamiętałem wzorów. Dopiero kiedy usłyszałem diagnozę, wszystko zaczęło nabierać sensu.

Przez cały czas opowiadasz o „mrocznej” stronie ADHD. Zastanawia mnie, czy z tą przypadłością są związane jakieś plusy?

Jasne, że są. Jak coś mnie już zainteresuje, potrafię spędzić wiele godzin na zgłębienie tematu. Do tego stopnia, że jeśli wiadomościach powiedzą o jakimś konflikcie wojennym, a ja nie wiem, z czego on wynika, to włączam komputer i czytam do momentu, aż nie będę wiedział wszystkiego. Zdarza się, że taki „research” trwa przez 12 godzin, po których od razu muszę iść spać, bo mój mózg jest tym bardzo zmęczony. Często zdarza się też, że czytam pięć książek w tygodniu, aby dowiedzieć się wszystkiego o zagadnieniu, o którym wcześniej usłyszałem.

Jak to dokładnie działa? Czy czytając te 5 książek w tygodniu jesteś w stanie dokładnie zapamiętać całą ich treść?

To nie jest tak, że mogę potem dokładnie powtórzyć to, co było napisane w książce, ale pamiętam ogólny sens całej historii oraz ideę omawianego przez autora zagadnienia. Nie robię tego oczywiście po to, aby uchodzić potem za inteligenta, ale ADHD wiąże się z tym, że jestem ciekawy świata i jeżeli momentalnie nie zaspokoję tej ciekawości, to nie jestem w stanie normalnie funkcjonować. Tutaj wchodzimy na problem w rozumieniu tego, jak działa ADHD.

Wielu ludziom wydaje się, że jestem nadpobudliwy dlatego, że mój mózg produkuje za duże ilości serotoniny. Tymczasem chodzi o to, że mam za mało dopaminy i mój mózg przez większość czasu jest znudzony, więc szuka nowych, ciekawych rzeczy. To jest gigantyczne uproszczenie tematu, ale trochę pomaga wyjaśnić, o co chodzi. Kiedy mój mózg znajdzie taką rzecz, skupia się na niej w 100 proc. Hyperfocus to stan, w który może wejść każdy. Ludziom z ADHD ciężej w ten stan wejść, ale kiedy to się uda, bardzo trudno jest nam z niego wyjść. Badania wskazują też, że ludzie z ADHD mają też mniejsze poczucie zagrożenia i nie do końca rozumieją zjawisko ryzyka. Dodatkowo lepiej radzą sobie ze stresem niż osoby bez ADHD. A to tylko wierzchołek góry lodowej zalet ADHD.

„Bałem się łatki chorego psychicznie”

Zrobiłeś sporą karierę w jednej z największych korporacji na świecie – Netfliksie. Jak to możliwe? Wcześniej mówiłeś, że z uwagi na ADHD regularnie spóźniałeś się i zapominałeś o spotkaniach.

To prawda, ale z drugiej strony przez cały czas słyszałem, że jestem super kreatywny i że nie boję się podejmować ryzykownych decyzji. Większość moich kampanii, które zrealizowałem w Netfliksie, udała się dlatego, że musiałem podjąć decyzję, którą inni za każdym razem analizowali pod kątem ewentualnego ryzyka i strat. To samo było zresztą z moim rzucaniem studiów. Każdy mi powtarzał, że bez nich nie znajdę dobrej pracy. Cieszę się, że udowodniłem tym osobom, jak bardzo się myliły. Jednak fakt, że mi się udało nie oznacza, że każda taka ryzykowna decyzja będzie dobra. Gdyby mi się nie udało, moja historia byłaby zupełnie inna.

Zastanawia mnie, jak wyglądała twoja rozmowa o pracę. Przyznałeś się, że się spóźniasz i zapominasz o spotkaniach?

To nie było tak, jak sobie to wyobrażasz, bo im więcej stresu, tym łatwiej jest mi nad sobą panować i jestem przez to spokojniejszy. Miewam pewnego rodzaju „tryby”, które uruchamiają się wtedy, kiedy są najbardziej potrzebne. Faktem jest, że w Polsce kreatywne osoby nie dostają zbyt wielu szans, bo bardziej ceni się zarządzanie. Pracę w Netfliksie wspominam bardzo dobrze, ale po czasie wszystko w firmie stało się bardziej „biurokratyczne” i nie byłem już w stanie się w tym odnaleźć, dlatego postanowiłem odejść.

Ta decyzja też była sporym ryzykiem, bo w tamtym momencie miałem dość mało oszczędności i towarzyszył mi stres dotyczący tego „co dalej?”, ale wszystko dobrze się skończyło. Stwierdziłem po prostu, że jeżeli coś nie sprawia mi przyjemności, nie muszę tego robić. Teraz uczę się pisać scenariusze filmowe i planuję podcast o zdrowiu psychicznym.

Możesz powiedzieć coś więcej o tym projekcie?

Planuję podcast zatytułowany „A typical notion” o zdrowiu psychicznym, ale nie od strony medycznej. Chciałbym się skupić na tym, jak osoby z pewnymi dolegliwościami i stanami postrzegają otaczający je świat. Jednym z fascynujących mnie tematów jest to, że jako dzieci jesteśmy wychowywani w przeświadczeniu bycia niezniszczalnymi. Dopiero później się to zmienia. Z drugiej strony zastanawia mnie, jak do śmiertelności podchodzi człowiek, który pokonał chorobę nowotworową i czy też będzie wychowywał dzieci w przeświadczeniu, że są „nieśmiertelne” i wszystko im wolno. Zastanawia mnie też, jak do tematu zaufania podchodzą ludzie, którzy byli molestowani. Mam też ochotę porozmawiać z ludźmi ze ślepotą barw i muzykami. Chciałbym pokazać moim przyszłym słuchaczom, że każdy z nas postrzega świat w inny sposób.

Tak naprawdę nigdy nie chciałem być w centrum tego „zamieszania”, ale wiem, że ktoś w końcu musi zacząć dyskusję na temat chorób psychicznych. Frustruję mnie, że mało kto to robił. Dzieciaki, takie jakim byłem ja, nie mają swojego reprezentanta w mediach czy telewizji, a zamiast tego na każdym kroku muszą zmagać się ze stereotypami.

Mimo ADHD udało ci się zrobić wiele rzeczy, które nie udają się nawet ludziom „zdrowym”, tymczasem osoby z ADHD czy autyzmem często są uważane za takie, które nie są w stanie funkcjonować samodzielnie. Nie masz wrażenia, że jesteś na uprzywilejowanej pozycji?

Oczywiście, że jestem i zdaję sobie z tego sprawę. Na swojej drodze spotkałem masę osób, które mnie wspierały i bez nich większość rzeczy by mi się nie udała. Mam poczucie, że bardzo pomogła mi diagnoza oraz to, że dowiedziałem się, że nie jestem jedyną osobą z ADHD na świecie. Jest masa ludzi z ADHD czy spektrum autyzmu, którzy są odcięci i odizolowani od reszty społeczeństwa.

Ja mam to szczęście, że byłem w stanie pracować nad sobą i nauczyć się, jak wykorzystywać cechy ADHD i autyzmu. Zależy mi na tym, aby uświadamiać społeczeństwo o istnieniu osób z ADHD czy autyzmem i że ich stan nie jest niczym dobrym, ani złym. To jest po prostu inne postrzeganie rzeczywistości. Nie powinno mieć dla nikogo znaczenia, czy jakaś osoba ma ADHD, czy nie. Tymczasem kiedy nauczyciele każą 12-latkowi, który interesuje się kosmosem, siedzieć i przepisywać do zeszytu literkę „A”, coś jest nie tak.

Zdarzały się w twoim życiu sytuacje, w których wstydziłeś się ADHD?

Teraz już się to nie zdarza, ale przez bardzo długi czas miałem obawy o to, że kiedy powiem komuś o swojej diagnozie, dostanę łatkę chorego psychicznie. Abstrakcją jest dla mnie to, że kiedy za dużo wypijesz na imprezie, bez problemu możesz zadzwonić do pracy i powiedzieć, że cię nie będzie, bo przegiąłeś z alkoholem, ale kiedy mówisz „nie przyjdę, bo mam zły dzień” to nie jest wystarczający argument.

Jest masa ludzi, którzy boją się tej „łatki”, ale trzeba im okazywać wsparcie, a nie oceniać ich zachowanie. Niestety jest tak, że kiedy robisz wszystko ok, to wsparcie jest z każdej strony, ale w momencie, gdy popełnisz choćby mały błąd, ono znika. Wiem to na przykładzie moich związków, które bardzo cierpiały na tym, że nie potrafię zapamiętywać dat. Powtarzałem wtedy moim partnerkom, że mają chłopaka, który bez problemu opowie im o tym, jak formują się czarne dziury, ale nie jest w stanie zapamiętywać liczb. Nie zawsze się udawało.



Źródło artykułu

Udostępnij