Autyzmnews.pl

Informacje, badania, aktualności o autyzmie

Badania nad autyzmem

Życie z autyzmem, zespołem stresu pourazowego i kotami ” NeuroClastic

Życie z autyzmem, zespołem stresu pourazowego i kotami ” NeuroClastic


Chociaż obecnie mieszkam z kotami od ponad 22 lat, nie zawsze byłam kocią osobą. Moje pierwsze koty dostałam w 1999 roku, ponieważ mój terapeuta powiedział, że potrzebuję zwierzęcia, aby mieć powód do wstania z łóżka rano.

Jako była nauczycielka podstawówki, przez siedem lat uczyłam w szkole Saudi Aramco (firmy naftowej) w Dhahran w Arabii Saudyjskiej. Przybyłem tam podczas pierwszej wojny w Zatoce Perskiej, kiedy Irakijczycy wystrzeliwali pociski scud w kierunku Dhahranu.

Dhahran był głównym celem, ponieważ była to główna siedziba korporacji Saudi Aramco Oil Company. Przed Dhahranem znajdował się ogromny magazyn kwatermistrzowski aliantów, podobnie jak duże lotnisko, z którego siły alianckie wystrzeliły pozornie niekończącą się falę myśliwców i bombowców, atakujących cele wojskowe w okupowanym przez Irakijczyków Kuwejcie.

Dzień kultury arabskiej z moimi trzecioklasistami w 1992 roku, Dhahran, Arabia Saudyjska

Kiedy syreny obrony cywilnej zaczynały swoje falujące zawodzenie, chwytaliśmy maski przeciwgazowe i udawaliśmy się do najbliższego schronu. W szkole, moja trójkard i ja chowaliśmy się pod naszymi biurkami. W domu, schroniłem się w schowku pod schodami w moim jednopokojowym mieszkaniu.

Jako amerykański cywil byłem piekarzem-ochotnikiem dla USO w Khobar Towers, które było domem mieszkalnym personelu Sił Powietrznych Stanów Zjednoczonych, obsługującego sojuszniczą część Bazy Lotniczej Króla Abdulaziza. W czwartek, przed wyjazdem do Khobar Towers, zaopatrywałem swój samochód w warte sto dolarów składniki do pieczenia. Piekłem ciasteczka dla personelu Sił Powietrznych, dopóki nie skończyły mi się zapasy.

Kiedy zbliżało się Święto Dziękczynienia, a później Boże Narodzenie, zawsze byłem jednym z kilkudziesięciu amerykańskich cywilnych ochotników, którzy udawali się do głównej bramy w Dhahran, gdzie spotykaliśmy i witaliśmy autobusy z amerykańskimi żołnierzami.

Mistrz Sargent USAF pracował z amerykańskim cywilnym łącznikiem jak obłąkany maître d’. Po powiedzeniu parze, ile osób możemy zabrać, starszy podoficer przeglądał swój notes i wypisywał nazwiska.

„GONZALEZ! JONES! FACENELLI! BROWN!”

Przedstawiało się czterech pracowników USAF i odchodzili z cywilem, który zabierał ich do domu na świąteczny posiłek.

Ponieważ mieszkałem w ciasnym mieszkaniu z jedną sypialnią, zazwyczaj byłem partnerem rodziny i przygotowywałem kolację, podczas gdy goście bawili się z rodzinnym psem, oglądali telewizję, rozmawiali z dorosłymi lub ucinali sobie drzemkę.

Był to dla nas miły sposób na „odwdzięczenie się”, zwłaszcza że nasze wojska powstrzymały Irakijczyków przed inwazją na Arabię Saudyjską po tym, jak w 1990 roku zajęli Kuwejt.

Khobar Towers, Arabia Saudyjska przed bombardowaniem w 1996 roku.

Podczas gorącej letniej nocy w 1996 roku, obudziłem się na dźwięk głośnej eksplozji. Kilka minut później usłyszałem dzwonek telefonu przez cienką jak papier ścianę obok. Światła zaczęły się zapalać w mieszkaniach wokół mnie, a ja wyjrzałem przez okno mojej sypialni i zobaczyłem, że cały personel medyczny, który mieszkał w mojej okolicy, biegł w kierunku swoich samochodów.

Później dowiedziałem się, że terroryści eksplodowali cysternę z gazem przed główną bramą bezpieczeństwa Khobar Towers. W tym ataku zginęło dziewiętnastu żołnierzy i kobiet sił powietrznych. Jako najbliższa placówka medyczna w pobliżu Khobar Towers, nasz szpital korporacyjny został postawiony w stan gotowości i wszystkie zmiany zostały wezwane do rozpoczęcia opieki nad ponad 400 rannymi, którzy wkrótce mieli przybyć.

Khobar Towers po bombardowaniu.

Nigdy więcej nie widziałem żadnego z żołnierzy i nie wiem, czy znałem kogokolwiek z młodych mężczyzn i kobiet, którzy zginęli w ataku. Dowódca bazy został uznany za kozła ofiarnego i odsunięty od dowodzenia.

Będąc wolontariuszem w Khobar Towers, nie uważam, że było to sprawiedliwe. Większość ludzi nie wie, że Khobar Towers nigdy nie była zaprojektowana jako baza wojskowa. Jako taka, nie posiadała rozbudowanej strefy bezpieczeństwa.

Khobar Towers było w rzeczywistości zbudowanym przez rząd saudyjski zespołem kompleksów apartamentowych. Chodziło o to, by skłonić Beduinów (w dosłownym tłumaczeniu „ludzi pustyni”) do zaprzestania koczowniczej egzystencji i wprowadzenia się do tych finansowanych przez rząd budynków.

Problem z robieniem tego jest taki, że plemiona beduińskie straciłyby swoją tożsamość kulturową. Musieliby również zrezygnować ze swoich wielbłądów i kóz. Ponieważ żaden z Beduinów nie chciał tego zrobić, mieszkania te stały puste w środku podmiejskiej dzielnicy mieszkalnej aż do pierwszej wojny w Zatoce Perskiej.

Problem z byciem w centrum przedmieścia polegał na tym, że po prostu nie było tam miejsca na stworzenie strefy buforowej bezpieczeństwa. Wymagałoby to od rządu saudyjskiego eksmisji mieszkańców pobliskich domów, aby budynki te mogły zostać zburzone i wyburzone.

Dowódca bazy zrobił to, co mógł zrobić. Postawił betonowe barykady, które zmuszały pojazdy do „przeplatania się” przez nie, tak że kierowca nie miałby prostego przejazdu do głównej bramy.

Problem polegał na tym, że brama frontowa znajdowała się zdecydowanie zbyt blisko budynków, które miały być chronione przez perymetr bezpieczeństwa. Terroryści zamienili ciężarówkę w wielką bombę. Śledztwo przeprowadzone przez Pentagon wykazało, że ciężarówka eksplodowała z siłą odpowiadającą eksplozji 20 000-30 000 funtów dynamitu.

Po zbombardowaniu Khobar Towers, wszyscy nasi żołnierze zostali ewakuowani z tej bazy i przeniesieni w odległe miejsce na pustyni, gdzie mieli znacznie lepszą linię wzroku dla ewentualnych zagrożeń.

Po siedmiu latach w Arabii Saudyjskiej przeniosłem się do Libanu, gdzie przez rok uczyłem w American Community School of Beirut. Wieczorem ostatniego dnia szkoły usłyszałem huk eksplozji i zwlokłem się z łóżka, by położyć się na podłodze.

Live newsfeed na moim laptopie powiedział mi, że Izraelczycy rozpoczęli serię ataków lotniczych na Bejrut w odwecie za niepowodzenie rządu w kontrolowaniu Hezbollahu (dosłownie tłumaczone jako Partia Boga). Bojownicy Hezbollahu (lub terroryści według Izraelczyków) atakowali cele wojskowe w okupowanym wówczas przez Izrael Południowym Libanie.

Zwiedzanie rzymskich ruin w Baalbek, Liban z moimi kolegami z emigracji z American Community School of Beirut w 1998 roku. Ja jestem tym szczupłym facetem w czapce z daszkiem.

Spędziłem noc pod ciężkim biurkiem w moim mieszkaniu. Przez krawędź parapetu widziałem, jak syryjskie działa przeciwlotnicze walczyły z Izraelczykami.

Samoloty izraelskie leciały nisko nad głowami, smugując nad Bejrutem od strony Morza Śródziemnego. Moje mieszkanie dosłownie zatrzęsło się od siły ich przelotu. Powietrze rozdzierał dźwięk ack-ack-ack strzelających działek przeciwlotniczych, które znajdowały się zaledwie przecznicę dalej.

Chwilę później usłyszałem grzmot odległych eksplozji. Wszystko ucichło, a gdy zastanawiałem się, czy to już koniec ataku, nad głową przelatywała kolejna fala izraelskich odrzutowców.

W czerwcu 1999 roku, Izraelskie Siły Powietrzne zbombardowały Bejrut za to, że Liban nie zdołał opanować ataków partyzanckich, które były prowadzone przez Hezbollah.

Jedynymi nauczycielami, którzy przybyli do pracy następnego ranka, byli ekspatrianci. Niektórzy z nas byli Amerykanami, ale byli też Kanadyjczycy, para z Nowej Zelandii, Brytyjczyk i Wenezuelczyk.

Ponieważ Izraelczycy wzięli na cel infrastrukturę Bejrutu, nie mieliśmy elektryczności. Kilka elektrowni zostało zbombardowanych w zapomnienie. Zniszczono również wieże telefonii komórkowej, mosty i autostrady.

Ponieważ nie było nikogo w pracy, wyszliśmy odwiedzić znajdujący się obok sklep z przekąskami o nazwie Washington’s. Właściciel był zapłakany za ladą swojego sklepu. Bez prądu stracił cały zapas lodów. Nie wiedział, jak uzupełni zapasy i czy w ogóle będzie to możliwe, skoro nie ma prądu.

Corniche w Bejrucie w szczęśliwszych czasach. Po pracy, popijając kawę i jedząc baklavę w coffeeshopie, patrzyłem na słońce nad Morzem Śródziemnym. Moja szkoła i mieszkanie na wydziale znajdowały się zaledwie przecznicę dalej.

W całym mieście oszołomieni Libańczycy oceniali zniszczenia. W tym ataku zginęło dwustu Libańczyków. Wiele z tych osób to ratownicy, którzy zostali wezwani na miejsce różnych zamachów bombowych.

Podczas pracy przy selekcji i transporcie rannych oraz gaszeniu pożarów, druga fala nadlatujących samolotów izraelskich nieumyślnie zabiła wielu ratowników, ponieważ bombardowali oni te same cele, w które uderzyła pierwsza fala.

Nie trzeba było długo czekać, by oszołomione niedowierzanie przerodziło się w gniew. Ponieważ Liban nie utrzymywał stosunków dyplomatycznych z Izraelem, Amerykanie, którzy byli powszechnie postrzegani jako proizraelscy, stali się celem zemsty.

Zaczęły się tworzyć antyamerykańskie tłumy. Jeden z tłumów próbował szturmować nasz konsulat i policja bezpieczeństwa musiała zastrzelić kilku buntowników. Inny tłum krótko protestował przed szkołą American Community School of Beirut. Ktoś nawet wrzucił mały ładunek wybuchowy za mur bezpieczeństwa. Mieliśmy szczęście, że nikomu nic się nie stało.

Kiedy międzynarodowe lotnisko zostało ponownie otwarte, wyleciałem i nigdy nie wróciłem.

Myślałem, że wszystko ze mną w porządku, dopóki uderzenie pioruna nie spowodowało, że upadłem twarzą w dół na czarny asfalt podczas zakupów spożywczych w Północnej Karolinie. „AIR RAID!” krzyknąłem, krzyżując ręce z tyłu głowy.

Przez chwilę byłem z powrotem w Arabii Saudyjskiej. Zawodzące syreny obrony cywilnej ostrzegały przed kolejnym irackim atakiem pociskami scud. Chwilę później byłem w Bejrucie, w noc izraelskiego nalotu. Kilka chwil później znalazłem się w mokrej kałuży na parkingu Safeway. Grupa niemiłych gapiów śmiała się ze mnie.

Wizyta u lekarza dała mi skierowanie do psychologa. Psycholog zdiagnozował u mnie zespół stresu pourazowego, PTSD.

„Ale ja nigdy nie byłem w wojsku” – skarżyłem się. „Jak mogę mieć PTSD?”

„Nie musisz być w wojsku, aby mieć PTSD. Byłeś cywilem w dwóch różnych strefach wojennych. Jestem szczerze mówiąc zaskoczony, że nie miałeś żadnych z tych problemów, gdy byłeś jeszcze za granicą. Mogę tylko przypuszczać, że skoro byłeś za granicą, trzymałeś swoje emocjonalne tarcze w górze; ale po powrocie do domu, opuściłeś gardę. Burza z piorunami wywołała retrospekcję, a ty dostałeś emocjonalny cios w ciało z PTSD”.

Ponieważ nie planowałem pracować przez rok, aby mieć czas na ponowne dostosowanie się do życia w Stanach Zjednoczonych, psycholog zasugerował, że dostanę zwierzaka, abym miał powód, by wstać rano z łóżka.

Poszłam do PetsMart po złotą rybkę. Wyszedłem z umówionym terminem adopcji dwóch kociąt rasy Manx. Miałem również setki dolarów warte dostaw dla zwierząt domowych z wszystkiego, od wież kotów i kocich łóżek do misek na żywność, miski na wodę, drapaki, zabawki, przewoźników i szczotki.

Bob i Jasper, 2004 r.

Tydzień później odebrałam Boba i Jaspera Baby JB). Bob (nazwany tak, ponieważ miał ogon w kształcie boba) i jego brat Jasper Baby byli moimi pierwszymi dwoma kotami. Dosłownie straciłem Boba podczas mojego pierwszego tygodnia jako koci tata. Podczas wyładowywania zakupów z mojego samochodu, Bob przecisnął się przez drzwi wejściowe i uciekł.

Chociaż upuściłem zakupy spożywcze i pobiegłem za nim, Bob zniknął. JB był przygnębiony po stracie brata. Aby pomóc Jasperowi poradzić sobie ze stratą brata, poszedłem do lokalnego schroniska i znalazłem czarnego kociaka o imieniu Charlie. Byłem w schronisku, kiedy usłyszałem mężczyznę kłócącego się z kobietą.

Kobieta płakała, a facet był obelżywym palantem. Słyszałem, jak powiedział jej, że może albo zostawić kota i wsiąść z nim do samochodu, albo odjedzie bez niej. Dał jej czas do pięciu minut na podjęcie decyzji.

Korbi w 2003 roku po naszej przeprowadzce do Pensylwanii. To było 3 lata po tym, jak została porzucona. W tym czasie miałaby już 15 lat.

Kobieta dała jej tłuszczu szary kot ostatni uścisk i shoved ją w ramionach wolontariusza schroniska przed opuszczeniem w łzach. Osobiście uważałem, że podjęła złą decyzję, biorąc pod uwagę, jak bardzo kontrolujący wydawał się ten facet.

Kierownik schroniska opowiedział mi resztę historii. Po tym, jak kobieta zaszła w ciążę, jej chłopak powiedział jej, że ożeni się z nią tylko wtedy, gdy pozbędzie się kota. Ponieważ nie lubił kotów, ogłosił, że zatrzymanie kota będzie „zerwaniem umowy”.

Biorąc pod uwagę, że w przeciwnym razie kobieta byłaby pozostawiona, aby nosić swoje dziecko do terminu na własną rękę, została zmuszona do oddania swojego ukochanego kota w zamian za zapewnienie pewnej miary bezpieczeństwa finansowego dla swojego dziecka.

Jej kot został nazwany Korbi (na zdjęciu powyżej). Kiedy jej właściciel zostawił ją w ramionach kierownika schroniska, Korbi zawodził w proteście i walczył, by się uwolnić. Po już przyjęty Charlie, zaproponowałem, że wrócę za tydzień, aby dostać Korbi, zakładając, że jej właściciel nie zmienił zdania.

Charlie w Pensylwanii, 2005 r.

Ponieważ kocięta mają większe predyspozycje do socjalizacji niż dorosłe koty, gdy tylko wróciłam do domu, Charlie wyskoczył z transportera i natychmiast zaczął bawić się z Jasper Baby. Kociaki rzucały się na siebie i przewracały po podłodze.

Chociaż byłem szczęśliwy dla JB, martwiłem się o Boba. Bezskutecznie rozwieszałem ogłoszenia o zaginięciu w całej okolicy. Długie spacery po okolicy sprawiły, że byłem całkowicie przygnębiony. Gdzie był Bob?

Tydzień później do naszej powiększającej się kociej rodziny dołączył Korbi.

Biedna staruszka miała 14 lat, co czyniło ją 80 w ludzkich latach. Była w sposób zrozumiały zdezorientowana tym, co się stało. Kiedy chodziła z pokoju do pokoju głośno miaucząc, miałam wrażenie, że szuka swojego ukochanego właściciela.

Stara kotka nie przejmowała się Jasper Baby ani Charliem, którzy uparcie bawili się jej ogonem. Wprawdzie gniewny syk wysyłał je do ucieczki, ale gdy tylko Korbi odwracała się plecami, kociaki wyrywały się do przodu, by znów ją dopaść.

Dzień po Korbi przybył, usłyszałem dźwięk pazurów na drzwi wejściowe. Otworzyłem drzwi, aby znaleźć Bob patrzył na mnie.

Na zdjęciu powyżej jest Bob, który imperialnie siedział na swojej ulubionej poduszce, 2012

„Rrrrrrr”, powiedział Bob, który zerknął na mnie z ganku. Odebrałem to jako: „Przeżyłem swoją wielką przygodę i zdecydowałem, że wolę być kotem domowym. Czy mógłbym wrócić do domu?”.

Otworzyłam drzwi, żeby go wpuścić. Korbi rzucił mi zdegustowane spojrzenie, gdy Bob i Jasper szczęśliwie się połączyli. Jak źle było żyć z dwoma kociętami, dlaczego czułam się zmuszona do dodania trzeciego?

Terapeuta miał rację co do mojej potrzeby adopcji zwierzaka. Wszystkie moje cztery koty miały odrębne osobowości. Bob, jako samiec alfa, był bardzo poważny. Jego brat, Jasper Baby, był kompletnym głupkiem. Charlie był psotny i uwielbiał atakować inne koty z zasadzki. Korbi z czasem się do mnie przyzwyczaił i przynosił mi prezenty, którymi zazwyczaj były zabawki dla kotów.

Z biegiem czasu, Bob, JB, Charlie i Korbi każdy przekroczył tęczowy most. Chociaż opłakiwałam każdą stratę, w ciągu 2-3 miesięcy od każdego odejścia, nowy kociak nieodmiennie zajmował miejsce zmarłego kota. Życie toczy się dalej.

Moje koty były ze mną przez trzy zmiany kariery (właściciel gospody, szef kuchni i nauczyciel sztuki kulinarnej), cztery stany i siedem domów w ciągu 22 lat. W szczytowym momencie recesji, był czas, kiedy byłem bezrobotny przez sześć miesięcy i pomimo wszystkich zmartwień finansowych, udało mi się utrzymać moje koty w kiblu, jak również ich wilgotną karmę w puszce. Nigdy nie rozważałam oddania żadnego z nich lub, co gorsza, porzucenia ich na poboczu drogi.

Moje obecne cztery koty to Buki Boy i Chi Chi jako kocur i kotka alfa. Buki jest najstarszym kotem w moim domu. Ma 12 lat i trafił do mnie, gdy miał 6 lat. Jako kociak, on i jego matka oraz wszyscy jego koledzy z miotu zostali przywiezieni do prywatnego schroniska dla bezdomnych zwierząt.

Chociaż jego matka i całe jego rodzeństwo zostały szybko adoptowane, Buki marniał w schronisku przez sześć długich lat. Nikt go nie chciał, bo był czarnym kotkiem. W czasie, gdy go adoptowałam, prawie jedna trzecia kotów w schronisku była czarna.

Jednym z ulubionych miejsc Buki jest siedzenie na mojej klatce piersiowej, kiedy siedzę na mojej leżance Lazy Boy.

Chi Chi i jej brat Hunter oboje mają po cztery lata. Chi Chi jest uroczą koteczką o żółwiej skorupie. Choć początkowo chciałam adoptować tylko ją, jako kociak była tak przerażona mną, że przygarnęłam również jej brata.

Kiedy te dwa kociaki zamieszkały ze mną po raz pierwszy, Chi Chi (na zdjęciu poniżej) przez prawie tydzień chowała się pod fotelem. Wychodziła tylko, żeby jeść, pić i korzystać z kuwety. W porównaniu z nią Hunter był bardzo odważny. Jego przykład zainspirował Chi Chi, aby zaczęła wychodzić na zewnątrz. Teraz jest niezwykle odważna i pewna siebie. Jest również najbardziej towarzyskim z moich czterech kotów. W rzadkich przypadkach, kiedy ktoś odwiedza mój dom, a pozostałe koty się chowają, Chi Chi wychodzi, żeby się przywitać.

Moje pozostałe dwa koty to Hunter i Uma. Jako koty młodszej rangi, Uma i Hunter mają mniej przywilejów niż Buki czy Chi Chi. W ciągu dnia kociaki alfa mają pierwszeństwo w przywilejach dotyczących pieszczot. Jeśli siedzę w swojej kanapie, zawsze mają pierwszeństwo do siedzenia na moich kolanach.

Teraz, kiedy jest zima, położyłam grzejnik na stoliku do kawy w mojej jaskini. Puszyste posłanie dla kotów zostało umieszczone przed grzejnikiem, a Buki i Chi Chi zarezerwowały sobie to posłanie jako swoje miejsce. Młodsze kociaki nigdy nie mogą korzystać z tego legowiska. Na każdego, kto się odważy, spogląda się tak długo, aż odejdzie.

Kiedy kładę się spać, koty przychodzą do mnie po kocie smakołyki. Buki i Chi Chi zawsze dostają pierwsze smakołyki. Jako kociaki alfa, zajmują dumne miejsce obok mnie. Jako koty o niższym statusie, Hunter i Uma zostały zdegradowane do stóp łóżka. Muszę podrzucać im ich smakołyki, a jeśli któryś z kotów szefów jest szczególnie łakomy, nie ma nic przeciwko temu, żeby zjadł swój smakołyk, a następnie ukradł dodatkowe smakołyki kotom niższej rangi.

Hunter (po prawej) przytulający się do Umy. Hunter jest szarym kotem z czarnymi tygrysimi paskami. Uma jest calico.

Ponieważ dostęp do mnie jest przywilejem kota alfa, zawsze kładę się spać około 30 minut przed planowanym zgaszeniem światła. Dzięki temu mam wystarczająco dużo czasu, aby dać kotom ich smakołyki i odwiedzić Buki i Chi Chi.

W momencie, gdy światła zostają zgaszone, a ja układam się do snu, Hunter zawsze korzysta z osłony nocy, by złożyć wizytę. Pomiędzy uderzaniem głową w poduszkę a ocieraniem się twarzą o moją klatkę piersiową, mruczy ze szczęścia, gdy delikatnie drapię go za uszami.

Uwielbiam mieć moje koty w moim życiu. Moje koty zapewniają mi towarzystwo i wsparcie emocjonalne. Moim jedynym prawdziwym zmartwieniem jest to, że z wiekiem zastanawiam się, co się z nimi stanie, jeśli nagle się przewrócę i umrę.

Ponieważ uczę sztuki kulinarnej, wiem, że moja szkoła wysłałaby policję w ramach kontroli dobrobytu, gdyby kiedykolwiek nadszedł dzień, w którym nie pojawiłabym się w pracy i nikt nie byłby w stanie skontaktować się ze mną poprzez e-mail, wiadomości tekstowe lub rozmowy telefoniczne.

W pewnym momencie przejdę na emeryturę. Co stanie się z moimi kotami, jeśli nagle padnę trupem? Nie wyobrażam sobie życia bez moich kotów. Być może będę musiał przyjrzeć się możliwościom mieszkania w domu opieki po przejściu na emeryturę z zapisami w testamencie dotyczącymi dalszej opieki nad moimi futrzanymi przyjaciółmi.

Jeśli chodzi o moje PTSD, posiadanie kotów do opieki nad nimi odwróciło moją uwagę od problemów. Leki, które dostałam pomogły mi zasnąć, a z czasem i terapią byłam w stanie przejść do punktu, w którym uderzenia pioruna nie wywołują już retrospekcji.

Chociaż czasami tęsknię za życiem za granicą, po siedemnastu latach życia jako ekspatriant, najpierw jako dziecko w Ghanie, Tajlandii i Salwadorze, a później jako dorosły w Arabii Saudyjskiej i Libanie, jestem szczęśliwy, że wróciłem do Stanów. Lubię posiadać własny dom i własne meble, w przeciwieństwie do mieszkania w umeblowanym apartamencie.

Nawet gdybyśmy nie byli w środku globalnej pandemii, nadal nie wróciłbym do mojego życia jako nauczyciel expat w międzynarodowej amerykańskiej szkole. Podczas gdy zagraniczna szkoła mogłaby pozwolić mi na przywiezienie dwóch kotów, nigdy nie pozwoliłaby mi na przyjazd z czterema. Ponieważ nigdy dobrowolnie nie zrezygnuję z żadnego z moich kotów, jestem w Stanach Zjednoczonych na dobre i absolutnie niczego nie żałuję.

Mój dom w Nevadzie
Latest posts by David Chin (zobacz wszystkie)



Źródło

Udostępnij