Autyzmnews.pl

Informacje, badania, aktualności o autyzmie

Aktualności

Depresja a święta. Jak psychicznie przetrwać Boże Narodzenie?

Depresja a święta. Jak psychicznie przetrwać Boże Narodzenie?


O magii świąt media trąbią już od połowy października, a ty zaczynasz się zastanawiać, czy wszystko z tobą w porządku, bo niczego takiego nie czujesz? Masz wrażenie, że z twojego domu magia już dawno wyparowała, nieważne czy czarna, biała czy świąteczna? Nie obawiaj się, nie jesteś w tym sam.

Mycie okien przy ujemnych temperaturach, kopiowane wierszyki z życzeniami (istnieje uzasadniona obawa, że używa się tu opcji “wyślij do wielu”), w sklepach gehenna wciąż żywych karpi (te obrazy mają to do siebie, że zostają pod powiekami), w telewizji kreskówki na przemian z kolędami, a w domu konieczność spędzania czasu z osobami, których obecność, delikatnie mówiąc, działa ci na nerwy (albo których szczerze nie cierpisz). Do tego gospodyni, która narzeka, że goście nic nie zjedli, a ona się narobiła. I najgorsze – nerwy. Oraz awantury niekiedy wynikające z tych nerwów. Nic dziwnego, że coraz więcej osób przyznaje, że świąt nie cierpi. Trudno tu doszukiwać się złej woli. Są też wśród nas ci, których święta nie cieszą, a przysparzają im cierpień.

Dla niektórych autystycznych dzieci i dorosłych czas świąteczny bywa nie tylko udręką, ale wręcz prawdziwym koszmarem. Mało kto zdaje sobie sprawę, z czym oni muszą się mierzyć. Aby wczuć się w ich położenie, wyobraź sobie, że każdy dźwięk, zapach czy innych bodziec odczuwasz dziesięć razy silniej. Męczące? Mało powiedziane.

– Moja córka jest dzieckiem w spektrum autyzmu. Święta to dla niej pasmo stresów, które staramy się minimalizować. Ubieranie choinki jej nie cieszy, bo panicznie boi się kłujących gałązek. Nikt jej więc tego nie zaproponuje. Nie naciskam, by pomagała mi w kuchni. Wiem, że zareaguje płaczem, gdy ubrudzi dłonie. Nie zmuszam jej do jedzenia tradycyjnych potraw, niektóre konsystencje wywołują u niej dyskomfort. Nie każdy jest w stanie zrozumieć i zaakceptować jej zachowania, dlatego spędzamy ten czas w bardzo ograniczonym gronie, dalszej rodziny raczej nie odwiedzamy. Niektórym osobom ze starszego pokolenia trudno wyjaśnić, czym jest autyzm. Wysłuchiwanie, że “córki wychować nie umiałam”, nie należy do przyjemnych – przyznaje mama 10-letniej Patrycji.

Czują się zdezorientowani i nieprzyjemnie poruszeni. Część z nich nie jest w stanie też wytrzymać kilku godzin przy stole, w pozornym bezruchu, bo naprawdę ich to meczy ani  wysiedzieć w ławce w zatłoczonym bardziej niż kiedykolwiek kościele. Nie wynika to ze złej woli. Zmysły płatają bolesne figle starszym i młodszym z nadwrażliwością sensoryczną i trzeba naprawdę wielkiej empatii, by spróbować to zrozumieć.

Pomyśl – goście wpadali zwykle na trochę, a teraz nocują, z kuchni dochodzą zapachy tak intensywne, że aż kręci się w głowie, a nawet robi się niedobrze, dobrze znany wystrój mieszkania zmienił się nie do poznania, bo stół został pokryty obrusem i wylądował na środku salonu. Do tego gonitwa, pośpiech, stres udzielający się wszystkim. Dla “neurotypowych” to wszystko staje się męczące, a co mają powiedzieć ci, którzy czują mocniej i więcej?

Są też tacy, których święta smucą szczególnie. Nauczyli się funkcjonować w codzienności, ale przedświąteczne szaleństwo uruchamia w nich lęki i trudne wspomnienia, a dni, kiedy świat zwalnia, stają się szczególnie trudne. Woleliby iść do pracy, wypełnić ten czas obowiązkami. Słyszą o magii świąt, ale jej nie czują. Wywołuje to u nich poczucie krzywdy. Miało być radosne świętowanie, jest smutek.



 Okres okołoświąteczny i związana z nim presja może wywierać zauważalny wpływ na zdrowie psychiczne. Dzieje się tak z różnych powodów. Jakich? Najczęściej wymienia się rozczarowania wynikające ze zderzenia zastanej rzeczywistości z wyobrażeniami. Przekazy medialne przekonujące, jak magiczny to czas, windują oczekiwania, co w prostej konsekwencji prowadzi do frustracji. W praktyce okazuje się, że święta nie wyglądają tak, jak w reklamach i filmach, przygotowania nie przekładają się na efekt finalny – jest jakoś nieprzyjemnie, sztywno. Do tego dochodzi czas wolny, który trzeba jakoś zagospodarować. Nagle może się okazać, że nie ma na to pomysłu. I jeszcze presja, by być radosnym, a przecież czuje się coś zupełnie innego.

“Rok w rok to samo. Pompowany do granic możliwości balon oczekiwań w końcu pęka. Robi się jakoś sztywno i dziwnie, choć jest nas tylko czworo. Atmosfera? Zawsze tak samo napięta (nie mylić z uroczystą) i mam wrażenie, że całość nie podoba się nikomu z domowników, ale nikt nie powie tego na głos. Ulgę odczuwam dopiero 27 grudnia, gdy wraca normalność” – mówi Andrzej, cierpiący na depresję.





Źródło artykułu

Udostępnij